Zatorze czyta Gałczyńskiego
Był poetą osobnym. I dzisiaj powiedzielibyśmy też, że bardzo kontrowersyjnym. Potrafił pisać piękne liryki miłosne dedykowane żonie Natalii, ale też pochwalne rymy ku czci... Stalina.
Miał "lekkie pióro" i pisał bardzo dużo. Wybuchowy charakter i problemy z alkoholem sprawiały jednak, że artysta bywał trudny we współpracy, a to bardzo rzutowało na jego relacje zawodowe i osobiste.
Był ekscentrykiem i człowiekiem szalenie charyzmatycznym. To z nim związana jest miejska legenda, że był królem warszawskiej cyganerii, który jeździł po stolicy w ślubnej dorożce zaprzężonej w cztery konie.
Jego życie pełne było zmagań z chorobami, zwłaszcza z gruźlicą, co nie powstrzymywało go przed ciągami alkoholowymi, kiedy zapijał się na umór, by potem żyć w trzeźwości przez długie tygodnie.
Był mistrzem groteski i absurdalnego humoru, który bawi nas po dziś dzień.
Przez lata niezwykle popularny, w trzech ostatnich latach życia publicznie skrytykowany przez kolegów-literatów i objęty zakazem druku, zmarł w depresji i niemal zapomnieniu.
Ile twarzy miał twórca "Teatrzyku Zielona Gęś", spróbujemy się dowiedzieć wspólnie, w tym tygodniu bowiem uwagę naszych czytelników i mieszkańców Zatorza kierujemy na postać Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który jest patronem po raz czwarty organizowanego przez naszą bibliotekę Festiwalu Poezji. Zachęcamy do odwiedzenia naszej biblioteki, poczytania ciekawostek z jego niezwykle bogatego życiorysu, zachłyśnięcia się jego nieoczywistą twórczością...
Posłuchajcie, jak urokliwie dwa wiersze "Zielonego Konstantego" czyta dzisiaj dla nas pani Kamila:
"*** (Ale są jeszcze sprawy)"
"Miły wierszyk o przesileniu sympatycznym"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz