Galeria Jednego Wiersza
Ted Hughes
"Baśń"
Czterdzieści dziewięć było twoją magiczną liczbą.
Czterdzieści dziewięć tego.
Czterdzieści dziewięć tamtego. Czterdzieści osiem
Drzwi w twoim wysokim pałacu mogło stać otworem.
Co noc, kiedy znikałaś,
Mogłem wybierać spośród czterdziestu ośmiu komnat.
Do czterdziestej dziewiątej - tylko ty posiadałaś klucze.
Mieliśmy ją otworzyć któregoś dnia razem.
Znikałaś, flara rozwianych włosów i spadanie
W otchłań.
Każdej nocy. Ogr, twój kochanek,
Który za dnia odzyskiwał siły
Zanurzony w śmierci, czekał w rozpadlinie
Pod dźwięczącymi gwiazdami.
A ja miałem czterdzieści osiem kluczy, drzwi, komnat
Do zabawy. Twój Ogr
Był wtłoczoną w trupa z obrzędów voodoo
Sumą twoich wszystkich wcześniejszych kochanków -
Nie zdradziłaś nawet tajnemu dziennikowi,
Ilu, jakich, gdzie, kiedy.
Tylko ten jednej jarzył się jak wulkan
W nocy.
Ja jednak nigdy nie widziałem, nigdy nie dostrzegłem
Jego podobizny płonącej w twoich łzach
Jak figurka ze smoły.
Jak lampka nocna przy łóżku śpiącego dziecka,
Niosąca ukojenie twojemu kosmosowi.
Tymczasem Ogr dawał ci wszystko, czego potrzebowałaś,
Było tak, jakbyś każdej nocy umierała, żeby się z nim połączyć,
Jakbyś zapadała się w śmierć.
Tak było w nocy. Za dnia
Słuchałaś z uśmiechem,
Jak opisywałem niespodzianki tej lub innej
Z czterdziestu ośmiu komnat.
A twoje szczęście wymościło miękko nasze łoże.
Baśń? Zapewne.
Aż do dnia, w którym krzyczałaś przez sen
(Nie, byłaś w błędzie, to nie ja krzyczałem,
Lecz ty). Wykrzyczałaś
Swoją miłosną udrękę,
Swoje spazmatyczne błaganie.
Ze zjeżonym włosem słuchałem, jak rozbrzmiewało echem
We wszystkich korytarzach naszego pałacu -
Wysoko w górze wśród szybujących orłów. Aż usłyszałem to coś,
Łomotało w czterdzieste dziewiąte drzwi
Niczym moje serce o żebra.
Straszny dźwięk.
Łomotało jak moje serce
Próbujące wyrwać się z piersi.
W pierwszą noc po tym, jak runęłaś,
Żeby odnaleźć na powrót tamte ramiona
Wyciągnięte ku tobie z wnętrza śmierci -
Odnalazłem te drzwi. Z sercem raniącym mi żebra
Otworzyłem czterdzieste dziewiąte drzwi
Źdźbłem trawy. Nie zdążyłaś się już dowiedzieć,
Jakim skutecznym wytrychem było
Zwykłe źdźbło trawy. I wszedłem do środka.
Czterdziestą dziewiątą komnatą wstrząsnął
Ryk Ogra,
Który przebił ścianę i runął
W otchłań. Dostrzegłem go kątem oka,
Kiedy się potknąłem
O twoje martwe ciało i spadłem wraz z nim
W tę otchłań.
(Z tomu "Listy urodzinowe", przełożyli Tomasz Kunz i Juliusz Pielichowski, PIW Warszawa 2026, s. 162-164)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz