Galeria Jednego Wiersza
Anne Carson
"Senne łańcuchy"
Kto by spał, kiedy ona -
czuję z oddali, jak ciężki oddech
otula jej niespokojny dek.
Blizna przy bliźnie
wszystkie ogniwa
brzęczą naraz.
Ruszajmy, matko, na bezstateczny ocean.
Biada nam, biada oceanowi, ruszajmy.
"Niedziela"
Moje wyprane szmaty łopocą w zszarzałym zmierzchu.
Kolacja, chłodniejszy wiatr.
Liście garną się ku sobie.
W kuchni rozbłyskują światła.
Drobne, gąbczaste tajemnice wieczoru zaczynają się kruszyć.
Czas na telefon do matki.
Niech dzwoni.
Sześć.
Siedem.
Osiem -
podnosi słuchawkę, czeka.
Po tych pustych dystansach, czy to myszy przemykają tak radośnie.
"Linie"
Rozmawiając z matką, porządkuję rzeczy. Grzbiety książek obok telefonu.
Spinacze
w porcelanowej misce. Resztki gumki znaczą biurko. Mówi
z tęsknotą
o śmierci. Zaczynam układać spinacze inaczej.
Za
oknem śnieg pada w prostych liniach. Mojej matce,
miłości
mojego życia, opowiadam, co zjadłam na drugie śniadanie. Linie teraz
padają
szybciej.Los zawiesił na końcach ciężary (żeby nas pospieszyć), chcę
jej
powiedzieć: tak objawia się litość Boża. Ona nie będzie mnie zatrzymywać
mówi, ona
Nie będzie nabijać mi rachunku. Cuda prześlizgują się obok nas. Spinacze
ułożone w linie
po wsze czasy. Boże, zmiłuj się! Jak długo
potrwa
to piekło, powiedziało dziecko, starając się być
miłe.
"Byłaby to pięćdziesiąta rocznica jej ślubu"
Chłód przemawia na rzymskim murze.
Światło skrajne (uchwycone),
a cienie czekają jak
kurtyna, by opaść.
Mózg puka
dwa razy
po sól.
Czy to Owidiusz powiedział: Wieje tak, że blakną kamienie?
(Z tomu "Dekreacja. Wiersze, eseje, opera", przeł. Maciej Topolski, Wyd. Ossolineum 2025)


























































